Majówka 2011r
Dodane przez Rafal Dudzinski dnia Maj 10 2011 16:47:12
Rozszerzona zawartość newsa
Piątek, 29 kwiecień 2011r.- początek majowego weekendu... dla mnie i kolegów z Teamu początek tygodniowej zasiadki nad jeziorem Nowaki. Na miejscu byliśmy ok.13, zajmujemy swoje stanowiska – ja 11, chłopaki kolejno 13 i 15. Trzeba było wykorzystać fajną pogodę żeby się rozpakować, wysondować łowisko i wywieźć zestawy, w radio ciągle wspominali o przelotnych opadach...
Około godziny 17 kije znalazły się w wodzie :) pozostało tylko czekać... do końca dnia nic się nie działo (oprócz lecącego z nieba gradu), także przez całą sobotę karpie nie skusiły się na to co im zaserwowaliśmy, aż do niedzieli...
O 9 rano pierwsze „tiiiiit” na mojej wędce, po kilkuminutowym holu, na macie ląduje karp o wadze 12,700.






Coś zaczyna się dziać – pełni nadziei i optymizmu czekamy na kolejne dźwięki naszych sygnalizatorów. Niestety kolejne godziny upływają bez brania. Nie pozostaje nic innego jak wskoczyć w śpiwory. Długo nie poleżałem... przed 22 kolejne branie, którego finałem był 12 kilowy karp.



Poniedziałek również zaczął się obiecująco, o 6:30 budzi mnie jeden z moich sygnalizatorów. Po chwili wyciągam karpia 8,5kg – to nastraja mnie optymistycznie na nadchodzący dzień.



Niestety karpie nie mają ochoty na nasze kulki no ale czemu się dziwić, nawet ludzie nie mają chęci na duże ilości jedzenia w taką pogodę - słońce grzało, ani jednej chmurki (co po niektórzy byli zadowoleni
a inni trzęśli się potem z zimna ;)
Tak więc nauczeni wydarzeniami z dni poprzednich nie nastawialiśmy się na to, że do wieczora usłyszymy upragnione „tiiiit”. Zawsze jednak pozostaje nadzieja na branie w nocy lub nad ranem.
No i stało się, wtorek 5 rano i odjazd :) efekt – karp o wadze 13,700.



Po wywiezieniu zestawów zasłużona kawa, potem można jeszcze się położyć – tym bardziej, że pogoda nie zapowiada się dobrze. Rozumiem przelotne opady ale bez przesady... lało i lało. Chłopaki pakowali się
w największy deszcz oraz deszcz ze... śniegiem. Prawdziwa majówka ;)

No ale coś za coś, około południa w największą śnieżycę w odstępie 5 minut miałem 2 brania. Niestety oba karpie się spięły. Do końca dnia cisza.


W środę o 7:20 kolejne „tiiit” :)Szybsza odemnie była moja dziewczyna i po kilku minutach karp o wadze 10,100 leżał na macie.

Pomimo tego, że do końca pobytu nie było juz opadów śniegu, świeciło słonko a wiatr sprzyjał poranne środowe branie było ostatnim na tej zasiadce. Nie pozostaje mi nic innego jak planować następną :)